sobota, 12 kwietnia 2014

Sprzedana - Rozdział 1

Czy wierzysz mi, czy kochasz mnie
Czy jesteś ze mną, bo tak chcesz
Dlaczego ja, dlaczego Ty
Jakim chciałabyś, bym był
Nie umiem nic, niewiele wiem
I często nie jest tak, jak chcę
Za każdą noc, gdy przy mnie śpisz
Chcę ci oddać wszystkie dni
(Universe - Zostań ze mną jeśli kochasz)

Mężczyzna zajął miejsce na sofie, te same co wcześniej i poprosił służącą o drugą herbatę. Jego myśli zaczęły krążyć wokół tej nieokrzesanej, młodej i bezpośredniej dziewczyny. Podobała mu się – musiał to przyznać sam przed sobą, ale nie był przekonany czy taka kobieta będzie odpowiednią żoną dla władcy Tristelionu.  Westchnął głośno i rozsiadł się wygodnie, bardziej luźno niż przystoi królowi.
– Witam ponownie – powiedział Adam i usiadł na fotelu, który znajdował się przy sofie i był w tym samym beżowym kolorze co wszystkie meble w tym pomieszczeniu.
– Witam Adamie. Masz piękną siostrę. Wygląda jak anioł. Ma duże niebieskie oczy i piękne blond włosy, jaka szkoda, że nie podkreśla swojej urody jak inne damy tylko paraduje w męskim, roboczym stroju. Wielce też mi szkoda, że nie wpoiliście jej należytych manier, które bez wątpienia pomogłyby jej się odnaleźć w tej jakże nowej dla niej sytuacji – wygłosił swój wywód Wekler.
– Panie, ale miałeś po nią przyjechać pod koniec miesiąca, a czerwiec dopiero się zaczął – próbował usprawiedliwić się Adam.
– I sądziłeś, że swawolne wyprawy konne, oraz samotne pływanie w rzece pomogą jej w zdobyciu odpowiednich zachowań, godnych żony króla? – dopytywał.
– Ona kiedy chce i ma ochotę to potrafi… - zaczął Adam jednak król niemal natychmiast mu przerwał.
– Kiedy chce i ma ochotę – powtórzył i zaśmiał się w głos. – Cudownie wiedzieć, że moja żona będzie ułożona i grzeczna tylko gdy będzie miała na to ochotę – dodał z lekkim poirytowaniem, ale i niekrytym rozbawieniem.
– Co chcesz teraz uczynić panie? – zapytał Adam z lekkim przerażeniem.
- Nie bój się, nie chcę dla niej źle. Przyjechałem aby dać się jej poznać i aby poznać ją. Nie jestem aż takim draniem za jakiego mnie uważasz, nie zabiorę jej do obcego państwa bez słowa wyjaśnienia i bez wcześniejszych przygotowań – odpowiedział.
– Jak długo zamierzasz zostać panie? – dopytywał Adam.
– Nie dłużej niż tydzień – odparł. – Nie mów mi panie, przecież niedługo będziemy rodziną – dodał Damian.
– Jeśli sobie tego życzysz to niech tak będzie. Czy wypada mi oczekiwać odpowiedzi na pytanie jak bardzo się zawiodłeś?
– Zawiodłem? Ja się nie zawiodłem ani trochę. Co najwyżej lekko zdziwiłem, ale ma to swoje dobre strony. Przy takiej żonie przynajmniej przenigdy nie sięgnie mnie nuda i rutyna.
– Szczerze myślałem, że zechcesz zrezygnować z naszej umowy – wyznał Adam.
– To nie była nasza umowa. Nie ty ze mną ją zawarłeś, ani ja z tobą. To była umowa między moim ojcem, a twoim wujem, która na nas przeszła jako na władców sąsiednich państw. Dzięki temu małżeństwu królestwa, które otaczają Tristelion nie najadą bo to tak jakby walczyli przeciw wam, a nie mnie, a i wy będziecie bezpieczni bo lud przestanie się buntować, gdyż zapewnicie im miejsca pracy i zarobku – wyjaśnił Wekler.
– Należałoby dodać jeszcze w jakich okolicznościach została zawarta umowa. Twój ojciec pożyczał od naszego państwa spore pieniądze, nie miał z czego ich spłacić, ale pożyczał ciągle. Nie lokował ich odpowiednio, nie inwestował, a łatał jedynie dziury. Twój wuj nie miał wyjścia kiedy nastąpił termin spłaty wszystkich zobowiązań. Oddał to co miał najcenniejsze. Ojciec pozostawił mnie jednak wybór, mogę zrezygnować. Zawsze znajdę inną brankę w sąsiednich miejscowościach, ale Amelia mnie urzekła, a i wasze okolice mi się spodobały – dodał Damian owe wyjaśnienie.
– Czuje się jakbym sprzedawał własna siostrę – powiedział smutno blondyn i rozpiął koszule przy samej szyi.
– Mój ojciec kupił ją, dla któregoś z synów już dawno. Możesz tylko dziękować bogu za to iż padło na mnie, a nie na mego brata. Jednak wiedz, że nie jest mi ona całkiem obojętna. Jest najpiękniejszą kobietą jaką kiedykolwiek spotkałem, a jeśli odziedziczyła charyzmę i choć część manier po swojej matce będzie idealną żoną dla króla. Nie patrz na mnie z takim zdziwieniem Adamie. Dobrze wiesz, że o twojej matce swojego czasu było bardzo głośno, była to jedyna kobieta, która w tak młodym wieku objęła tron po rodzicach i za jej czasów państwo pięło się na wyżyny swoich możliwości – powiedział zgodnie z prawdą Damian, a Adam był zaskoczony, że o jego matce tak wiele dobrego słyszał nawet ten młody władca. Sądził, że te pochwały nie będą wygłaszane kolejnym pokoleniom, teraz rozpierała go radość, że jednak się mylił.
– Bracie! – do pokoju wpadła młoda dziewczyna w tym samym stroju co przed chwilą.
– Zjemy dziś w ogrodzie – powiedziała już cichszym i spokojniejszym tonem.
– Ale dlaczego, przecież mamy doskonale przygotowaną do tego jadalnię? – zapytał się Adam.
– Jak to dlaczego? Ja mam przecie taką ochotę – odpowiedziała z figlarnym uśmiechem i pognała w stronę ogrodu.
– Pozwolisz? – zapytał Wekler Adama, który najwidoczniej już dawno temu załamał ręce i nie zamierzał mieć nawet najmniejszego wpływu na zachowanie siostry.
– Co chcesz uczynić? – zapytał zdziwiony.
– Zobaczysz – odpowiedział Damian i podszedł do okna. Otworzył je na oścież i wychylił się na zewnątrz.
– Amelio, czy mógłbym cię prosić do środka na niedługą chwilę? – zapytał nad wyraz spokojnie, ale z odpowiednio dobranym tonem by mogła się domyślić, że nie jest to prośba, a bardziej przypomina rozkaz.
– Ale teraz? – zapytała z lekką irytacją.
– Tak, właśnie teraz.
– No, ale nie może być za chwilkę? – dopytywała.
– Mam się po ciebie przejść? – zapytał nadal spokojnie, ale tembr jego głosu wskazywał na to iż się niecierpliwi, a i Amelia to wyczuła.
– Nie, ależ skąd. Nie ma takiej potrzeby by się król fatygował – odpowiedziała i już po chwili było słychać jak z charakterystycznym skrzypnięciem otwierają się ciężkie drzwi wejściowe.
Damian uniósł kąciki swoich ust lekko ku górze i poczuł nagły przypływ dumy z powodu osiągnięcia tego jakże drobnego zwycięstwa.
– Co tak pilnego, niecierpiącego zwłoki ode mnie chcia… – Amelia zawahała się przez chwilę. – ode mnie pan, albo może lepiej król chciał? – dokończyła swoje pytanie niezwykle chaotycznie.
– Może po prostu Damian. Zwracaj się po imieniu, tak będzie najprościej. Udzielę odpowiedzi na twoje pytanie. Otóż według mnie do obiadu pozostało niewiele czasu, a ty powinnaś się do niego odpowiednio przygotować, a nie biegać z psem wokół pałacu – powiedział siadając.
– Ale ja zaraz potem idę pop… - Amelia zawahała się po raz kolejny bo poczuła na sobie wymowny wzrok brata. – Na plażę jadę konno potem. Kompletnie bez sensu jest ubieranie sukni i czesanie się kiedy obiad zjem bardzo szybko i od razu oddam się przyjemniejszym rozrywkom – dokończyła szybko wciąż stojąc w progu miedzy salonem, a głównym korytarzem.
– Zamierzam zagościć u was na trochę i byłoby mi niezmiernie przyjemnie zasiąść do obiadu z kobietą, która wygląda jak dama, a nie chłopczyca. Czy jesteś w stanie uczynić mi tę przyjemność, mnie i swojemu bratu oczywiście? – zapytał delikatnie.
– Ale czy to takie ważne? – usłyszał w odpowiedzi i poczuł jak ponownie wzbiera się w nim irytacja.
Wekler był środkowym z braci, ale to zawsze on wykazywał się największą dojrzałością, odpowiedzialnością i zimną krwią niemal w każdej sytuacji. Sam o sobie sądził, że zawsze jest spokojnym i opanowanym człowiekiem, ale przy tej kobiecie czuł, że wyczerpie wszystkie skumulowane pokłady tego spokoju.
– Uznajmy, że dla mnie w obecnej chwili to jest najważniejsze – odrzekł ostrym tonem.
– Ale – zaczęła, a on już po tych słowach miał ochotę ostro jej przerwać. Powstrzymał się jednak przed tym i pozwolił dziewczynie wypowiedzieć zdanie do końca. – Co króla, znaczy ciebie obchodzi jak ja się ubieram do obiadu? – zapytała.
– Kiedy jadasz w moim towarzystwie to obchodzi. Poza tym jesteś już w takim wieku, że powinnaś wiedzieć co wypada, a co nie – odpowiedział i lekko zawstydził ją tymi słowami.
– Udam się na górę. – Młoda kobieta nieśpiesznie ruszyła po schodach w stronę swojego pokoju.
Adam patrzył na tę scenę i wytrzeszczał oczy ze zdziwienia. Nie spodziewał się, że siostra ustąpi, a już z pewnością, że nastąpi to tak szybko. Opuścił gościa na kilkanaście minut by móc polecić służbie przygotowanie pokoju gościnnego najlepiej jak to tylko możliwe.
– Ja przepraszam, że powiedziałam o panience królowi – wyznała smutno pani Wanda, była to grubsza służąca, która częściej dowodziła innymi niż sama pracowała, ale szło jej to tak dobrze, że jeszcze wuj Adama zagwarantował jej stałą pracę, wyżywienie i dach nad głową.
– Pytał o nią? – zdziwił się władca.
– Tak, pytał gdzie jest i co panienka robiła od rana, a ja nie chciałam go kłamać więc powiedziałam, że teraz jeździ z panem konno, a wcześniej wybrała się na plażę – odpowiedziała.
– Czyli to, że pływała wywnioskował po jej lekko zmoczonych włosach, albo usłyszał od reszty służby – stwierdził na głos Adam.
– To będzie jej mąż, prawda panie Adamie? – zapytała służąca.
– Podsłuchiwała pani?
– Nie, ależ skąd. Jak pan śmie mnie o to podejrzewać. Zauważyłam jak na nią patrzy gdy przechodziłam i był bardzo nią zainteresowany. No i co też innego mogłoby sprowadzić króla potężnego państwa do naszej ubogiej wioski – wyjaśniła pani Wanda.
– Jest pani w takim razie bardzo uważna, tylko pogratulować. – Adam wiedział, że jako król powinien do podwładnych zwracać się po imieniu, ale do tej jednej służącej jakoś nie potrafił. Reszta służby była młoda, co najwyżej w jego wieku, a ona, ona zdarzało się, że zmieniała mu pieluchy gdy był niemowlęciem z tego też powodu uważał, że należy jej się szacunek.
– To bardzo surowy władca. Pogłoski mówią, że jest jeszcze bardziej despotyczny i zasadniczy niż jego ojciec. Jednak dzięki jego polityce kwitnie szkolnictwo, a przestępstw jest coraz mniej – wyznała cichutko pani Wanda.
– Słyszałem, że bardzo spadł u nich procent przestępczości – przyznał jej racje młody mężczyzna.
– Nic dziwnego skoro w ciągu miesiąca już dwie osoby zawisły na stryczku, a trzy pręgieże dumnie stoją w samym centrum.
– Skąd pani o tym wszystkim wie? – zapytał zaciekawiony.
– Kupcy i handlarze mówią, bo bywają tam regularnie – odpowiedziała.
***
Ogród był mały, ale przytulny. Drewniane ławki z wygodnym oparciem, okryte specjalnie uszytymi do tego celu poduszkami w rozmaite kwieciste wzory prezentowały się zadziwiająco dobrze na tle świeżej zieleni, drzew i kwiatów. Mężczyźni siedzieli już wcześniej i oczekiwali na przyjście Amelii. Kiedy młoda kobieta wreszcie uraczyła ich swoim towarzystwem Wekler był wręcz pod sporym wrażeniem metamorfozy jaką przeszła. Dziewczyna miała na sobie piękną, choć lekką, letnią i nieprzesadzoną sukienkę w kremowym kolorze. Sukienka była prosta i sięgała nieco poniżej kolan, opadała swobodnie, nie krępowały ją żadne usztywniacze, czy też krochmalenia. Damian spostrzegając, że idzie w ich kierunku poderwał się z miejsca i odsunął krzesło przed dziewczyną. Według niej był to miły gest, choć zbyteczny i przesadzony. Mężczyzna zerknął jeszcze na jej obuwie, były to niskie lecz dobrze prezentujące się pantofelki w kolorze sukni.
– Cieszę się, że jesteś. Jak to mawiają lepiej późno niż wcale – rzekł w jej kierunku.
– Przepraszam za spóźnienie, ale musiałam się przygotować – odrzekła.
– Wiem i jestem szczerze zachwycony efektem dlatego na temat twojego spóźnienia powiedziałem tylko zdanie, a nie prawiłem długich i zbytecznych wywodów.
– Smacznego – przerwał im Adam bojąc się, że jego siostra przerwie tę miłą atmosferę jakimś wybuchem gniewu, pokazem prostactwa lub czymś jeszcze o wiele gorszym.
Brat Amelii właśnie pojął, że do momentu aż król Tristelionu nie opuści ich skromnych progów będzie miał wrażenie, że siedzi jak na szpilkach. Mężczyzna obawiał się bowiem, że Wekler się rozmyśli i nie zechce pojąć jego siostry za żonę, a tym samym umowa nigdy się nie ziści. Z drugiej zaś strony bał się oddać siostrę w ramiona kogoś o kim mówią, że jest bezwzględnym i despotycznym tyranem. Wiedział jednak, że on sam, ani nawet Amelia nie mogą zerwać umowy. Jeden i jedyny punkt, który umożliwiał jej zerwanie obejmował rezygnacje przyszłego męża. W taki oto sposób pełna decyzja należała wyłącznie do niego. Adam czuł się jakby był rozdarty między dobro swojej siostry, którą kochał nad życie i którą wychował najlepiej jak potrafił, a dobro swojego państewka, które przez jego ojca tonęło w długach i zapadało w coraz większe ubóstwo.
– O czym myślisz bracie? – zapytała Amelia niezwykle cicho jak na nią.
– Zastanawiam się czy nie byłoby lepiej jakbyś pokazała naszemu gościowi okolicę zamiast udać się na plażę – skłamał płynnie, a po chwili pożałował tych słów. Zdał sobie bowiem sprawę z tego, że kiedy Amelia i Damian będą sami nie będzie miał możliwości ich kontrolować, a ona może palnąć jakąś głupotę i zniechęcić mężczyznę do siebie, a tym samym zadziała na szkodę państwa nawet o tym nie wiedząc.
– Bardzo chętnie wybiorę się z tobą na spacer – rzekł Damian i spojrzał na dziewczynę, która nie była zachwycona tym pomysłem. – Jeśli masz taką ochotę oczywiście – dodał pośpiesznie.
– Jesteś nawet miły, ale ja wolałabym popływać – powiedziała zgodnie z prawdą.
– Woda jeszcze nie jest wystarczająco ciepła, a ty wydaje mi się, że już dzisiaj pływałaś. Ostatnią rzeczą jakiej bym pragnął jest to byś się rozchorowała, a jest to bardzo prawdopodobne jeśli nadal będziesz tak postępować – rzekł z troską.
– Będę postępowała tak jak mi się podoba! – niemal krzyknęła. Wybuch jej gniewu był skierowany w pełni w stronę Damiana, a spowodowany był niezrozumieniem dlaczego on jako gość pozwala sobie na coś takiego.
– Oczywiście jeśli nie masz ochoty mi towarzyszyć na spacerze to chętnie pospaceruje z twoim bratem. Wolałbym jednak byś ty w tym czasie nie wychodziła na przód własnemu przeziębieniu – powiedział spokojnie nie zważając na jej wcześniejszy pokaz gniewu.
– Będę wychodziła, i chodziła, i robiła co mi się żywnie podoba! – tym razem krzyknęła i to na tyle wyraźnie, że nie uszło to uwadze jej bratu.
– Dość tego. Jeśli masz się zachowywać w ten sposób to odejdź proszę od stołu – powiedział twardym tonem, który pierwszy raz u niego słyszała.
– Jak sobie życzysz bracie. Jednak potem nie nalegaj bym zjadła w twoim towarzystwie jakikolwiek posiłek – rzekła w pełni oburzona, wstała i udała się na tył pałacu.
– Cudowna scena, przez chwile poczułem się jakbym siedział na widowni i oglądał przedstawienie teatralne – powiedział po chwili krępującej ciszy Wekler i klasnął trzy razy jedną dłonią o drugą.
– To drwina? – zapytał dla pewności Adam.
– Nie, tylko przenigdy nie spodziewałem się, że dorosły mężczyzna, władca państwa dopuści do tego by jego własna, młodsza siostra zachowywała się w stosunku do niego opryskliwie, bezczelnie i arogancko. Nigdy też się nie spodziewałem, że moja przyszła żona będzie rozpuszczoną księżniczką, która urządza teatralne sceny przy gościach – odpowiedział i dokończył posiłek.
– Sądzę, jestem o tym wręcz przekonany, że swojemu mężowi nigdy nie urządziłaby takiej sceny – zarzekał się Adam wiedząc, że kłamie jak z nut.
– Miejmy taką nadzieję, bo zapewniam cię, że jeśli okaże mi publicznie podobne zlekceważenie, bądź brak szacunku to możesz być pewny, że uczyni to tylko jeden raz. Na kolejny bowiem nie będzie miała odwagi – powiedział spokojnym i zwyczajnym tonem Damian, a Adamowi aż ciarki przebiegły po plecach.
– A co wtedy uczynisz? – zapytał z przerażoną miną.
– To co powinien uczynić każdy mąż kiedy jego żona okazuje mu brak szacunku.
– Przecież nie przywiążesz jej do pręgieża i publicznie nie wybatożysz – niemal warknął Adam.
– Możesz mnie mieć za drania, ale wiedz, że nie podniósłbym bata na kobietę, na żadną kobietę, a tym bardziej na własną żonę – powiedział Damian, wytarł kąciki ust chusteczką i udał się na tyły pałacu.
Już po chwili jego wzrok padł na kobietę, która siedziała na jednym ze schodków i głaskała małego, pulchnego szczeniaka.
– A więc to tutaj się panienka schowała przed całym światem – zagadnął ją i usiadł tuż przy niej.
– Ładny, ma jakieś imię? – zapytał po chwili głaszcząc szczeniaka po grzbiecie.
– Miki – odpowiedziała i spojrzała na mężczyznę, który wydawał jej się być zbyt blisko.
– Czemu akurat Miki? – dopytywał.
– Bo chłopiec, który go znalazł miał na imię Mikołaj i sam go tak nazwał – odpowiedziała.
– A może weźmiemy go na spacer, widział już plaże?
– Nie, zawsze jeździłam tam konno, to bardzo daleko – powiedziała smutno.
– To nie więcej niż godzina drogi najwolniejszym tempem, a jeśli wyruszymy teraz będziemy mieli czas by chwile tam pobyć, a i wrócimy na kolacje by twój brat się nie denerwował – powiedział spokojnie i podniósł się na równe nogi.
– Pani pozwoli? – zapytał wyciągając w jej stronę swoją dłoń, a kiedy ona ją chwyciła pomógł jej wstać.
– Dziękuje – odpowiedziała.
– To w takim razie idziemy – zakomenderował do niej i zagwizdał na psa.
– Nie wiedziałam, że król potrafi gwizdać – przyznała.
– Potrafię dużo rzeczy, których mi nie wypada. Ważne jednak by pozwalać sobie na nie w odpowiednim miejscu i w odpowiedniej sytuacji. Głupotą przecież byłoby gwizdanie na salonach, podobnie jak przepisowe używanie sztućców w podrzędnym barze – wyjaśnił spokojnie i ruszyli w kierunku plaży.
Okolica była niemal całkiem pusta, dochodziła godzina szesnasta i większość ludzi oddała się domowym obowiązkom lub innej pracy. Gdy szli przez miasto co jakiś czas mijały ich jakieś rozkrzyczane i rozbiegane dzieci, handlarze pościeli i kupcy owoców. Po chwili szli już malowniczą łąką dmuchając babie lato i bawiąc się w ganianego niczym małe dzieci. Nagle Damian chwycił Amelie w pół i przerzucił ją sobie przez ramie, okręcił się z nią kilkakrotnie, a oboje się przy tym śmiali jak z najzabawniejszego dowcipu, a biały szczeniak szczekał i biegał wokół nich.
– Jesteśmy o kilka kroków od plaży – powiedział i spojrzał w dół. Stali na sporej, pokrytej trawą górce, która nie była stroma, a przed nimi znajdował się tylko piasek i woda.
– Ścigamy się kto pierwszy! – krzyknęła i pobiegła do przodu, ale on dogonił ją w kilka sekund. W taki sposób oboje rozpędzeni i roześmiani wbiegli do wody, aż po same kolana.
– Jaka zimna – zasyczał przez zęby.
– Nie ma co narzekać królu – powiedziała po czym opryskała go wodą obiema dłońmi.
– Jesteś cudowna, wiesz o tym? – zapytał nagle i przyciągnął ją za rękę do siebie.
– Czemu tak uważasz?
– Bo jako jedyna od tak dawna dałaś mi poczuć, że jestem normalnym człowiekiem. Traktujesz mnie zupełnie normalnie, jakby tytuł króla nie należał do mnie – odpowiedział.
– Przepraszam jeśli cię w jakiś sposób uraziłam – wyszeptała choć nie miała w zwyczaju przepraszać nikogo.
– Nie uraziłaś mnie, a wręcz przeciwnie. Ty mi przypomniałaś czym jest zabawa i beztroska. To była bardzo przyjemna odskocznia od codziennych obowiązków i wymagań jakie spoczęły na moich barkach. To piękne lekarstwo na stres i dziękuje ci, że mi to pokazałaś – wyznał, a jego lewa dłoń zaczęła się bawić jednym z kosmyków jej włosów.
– Jesteś słodki – powiedziała i bez żadnego skrępowania złożyła mu całusa w policzek. Nie wiedziała do końca czemu tak uczyniła, to był taki impuls, jakaś dziwna siła, która popchnęła ją w tym kierunku.
Nagle kobieta zaczęła się czerwienic, zdała sobie bowiem sprawę z tego, że nigdy wcześniej nie całowała żadnego mężczyzny nawet w policzek. Przez chwile zastanawiała się jak zareagować, ale jego reakcja była szybsza. Chwycił ją w talii i przyciągnął jednym zdecydowanym ruchem do siebie. Drugą dłonią chwycił ja za podbródek i ustawił jej twarz w taki sposób by móc ją pocałować. Zbliżył swoje wargi do jej warg i zaczął delikatnie muskać by po chwili wedrzeć się językiem do ust i uczynić pocałunek z niewinnego namiętnym i natarczywym. Delikatnie odsunął swoją twarz od jej twarzy, wypuścił też dziewczynę z objęć i oczekiwał reakcji. Ona stała nadal z lekko rozchylonymi wargami. Przez chwilę wciąż miała zamknięte oczy.
– Podobało mi się – wyszeptała i oblała się rumieńcem.
– Słodko się czerwienisz. Szczerze wątpiłem, że coś jest w stanie cię aż tak zawstydzić, ale wciąż stoimy w zimnej wodzie. Swoje przeziębienie jeszcze bym zdzierżył, ale z powodu twojego miałbym wielkie poczucie winy – wyznał i wskazał jej kierunek na brzeg.
– Ale nawet nie popływaliśmy – zaprotestowała stojąc jak słup w miejscu, mężczyzna spojrzał na nią pytająco.
– Możemy w ubraniach, przecież już jesteśmy prawie cali mokrzy – dodała pośpiesznie.
– Wracamy – padło, krótkie polecenie z jego ust. Stał i patrzył w jej kierunku, oczekiwał reakcji, jakiegokolwiek ruchu. Nie doczekał się go.
¬–¬ Chodź no tu do mnie! – powiedział lekkim tonem, ale głośno. Pociągnął dziewczynę za dłoń w swoim kierunku. – Bądź grzeczna – wyszeptał jej na ucho błagalnym tonem i spojrzał w te piękne niebieskie oczy.
– Dobrze – odpowiedziała, choć sama nie wiedziała czemu te słowa padły z jej ust. Męskość Damiana to było coś co ja onieśmielało, przerażało, lękało, ale i pociągało, podniecało, dawało poczucie bezpieczeństwa.
– Macie piękną okolice, pochodzę jakby z drugiej strony i u nas tak nie ma – mówił gdy szli w wodzie w kierunku brzegu. Starał się rozpocząć rozmowę by choć troszkę ją ośmielić.
– Czego nie ma? – dopytywała.
– Nie mamy właściwie plaży. Jest stary pomost, który wymaga remontu, ale i tak nikt tam nie przebywa więc nie ma najmniejszego sensu go remontować. Nie ma też prawie piasku, kiedyś było go więcej, ale mieszkańcu użyli go do innych celów, a plaża porosła trawą i chwastami. Mamy natomiast piękne budynki mieszkalne, kamienne drogi i powozy z końmi. Są też urocze, kolorowe jarmarki i festyny taneczne – opowiadał.
– Z pewnością jest pięknie, ale wy nie macie tak zadbanej plaży – odrzekła ze smutkiem.
– Myślę, że wystarczą chęci i dałoby się doprowadzić ją do poprzedniego stanu. Pora wracać – powiedział.
– Dlaczego? – zapytała zdziwionym tonem.
– Widzę po niebie, że zbiera się na deszcz…
– Nie będzie padać – przerwała mu pewna swego.
– Dlaczego mi przerywasz? – zapytał, ale najwidoczniej nie oczekiwał odpowiedzi na to pytanie, bo bardzo szybko kontynuował poprzednią wypowiedź – dochodzi godzina co najmniej osiemnasta, a z tego co zdążyłem się już zorientować po dziewiętnastej zazwyczaj zasiadacie do kolacji. Byłoby miło twojemu bratu, gdybyśmy się do tego czasu zjawili.
– Nie będę z nim jadła żadnych posiłków, już raz wyrzucił mnie od stołu – powiedziała pełna złości i goryczy w głosie, ale jego to lekko rozbawiło.
– Oj już przestań, sama najlepiej wiesz, że dałaś mu ku temu powody – rzekł starając się załagodzić sytuacje.
– Nawet jeśli, ja zdania nie zmienię – rzekła stanowczo, a on uniósł kąciki swoich ust ku górze.
– I co zamierzasz rozpocząć głodówkę? – zapytał, ale nie doczekał się odpowiedzi.
– A ty masz tylko starszego brata? – zapytała po chwili ciszy.
– Mam dwóch braci, starszego i młodszego, oraz młodszą siostrę.
– Myślałam, że masz tylko starszego brata – wyznała.
– Młodszy brat dopiero co zaczął pobierać nauki, a siostra jest niedużo młodsza od ciebie.
– Niedużo? – zaciekawił ją temat.
– Ma piętnaście lat – odpowiedział.
– A ty ile masz? – zapytała dość bezpośrednio.
– Dwadzieścia osiem – wyznał.
– Jesteś prawie o połowę ode mnie starszy! – wykrzyknęła.
– Nie wydaje mi się byś miała czternaście – stwierdził. – Nie mam trzydziestu ośmiu, a dwadzieścia osiem. Popełniłaś błąd – dodał.
– Nigdy nie lubiłam rachunków – starała się wyjaśnić, była zawstydzona błędem.
– Powróćmy jednak do tematu kolacji, chciałbym byś na niej była – powiedział gdy szli tą samą łąką po której wcześniej się gonili.
– Oczywiście o ile przekonasz Adama by mnie przeprosił. – Tym razem Damian nie mógł uwierzyć własnym uszom. To ona nabroiła i na dodatek to ona żądała przeprosin.
– Nie będę go do tego przekonywał, bo nie pochwalam twojego zachowania, które okazałaś przy stole i w tym akurat przypadku trzymam jego stronę – wyjaśnił.
– Trudno – rzekła sucho.
– Czyli jednak strajk głodowy? – dopytywał.
– On mnie przeprosi do jutra – Amelia była tego niezwykle pewna.
– Uznam to wtedy za jego błąd – powiedział zwyczajnym tonem.
– A ty byś pozwolił się siostrze zagłodzić?
– Moja siostra nie urządziłaby takiej sceny przy gościach, ani nawet gdyby ich nie było – odpowiedział, a ona spojrzała na niego pytająco.
– W przeciwnym razie by poczuła na własnej skórze mój gniew i moje wielkie rozczarowanie jej zachowaniem – wyjaśnił.
– Wydajesz się czasami strasznym człowiekiem Damianie.

1 komentarz:

  1. Amelia jest rozpieszczona i pewna swego. Nie powinna się tak zachować podczas obiadu. W końcu Adam nie jest tylko jej bratem ale także królem a ona nie została nauczona szacunku do niego. Scena na plaży była słodka. Damian pewnie zaskoczył księżniczkę tym co powiedział, że gdyby
    jego siostra się tak zachowała to poczuła by jego gniew na własnej skórze. Na miejscu Amelii trochę bym się wystraszyła.

    OdpowiedzUsuń