sobota, 12 kwietnia 2014

Sprzedana - Rozdział 8 (fragment)

Nie boję się trudniejszych chwil
Całować będę Twoje łzy
Przytulę Cię, wypieszczę ból
Kiedy zechcesz, będę Twój
Opowiem Ci każdego dnia
Codziennie inną piękną baśń
A kiedy noc upoi snem
Nie pozwolę zbudzić Cię...
(Universe - Zostań ze mną jeśli kochasz) 


Tego wieczoru pogoda nie była najlepsza na dłuższe wyprawy, właściwie to nie nadawała się do tego by wyjść z domu. Był początek jesieni, a ta pora roku lubiła obmywać ulice deszczówką. Niebo było szare i ponure, lało jak z cebra, a on bez zastanowienia przygotował swojego konia do jazdy i wyruszył na poszukiwanie swojej żony. Ani przez chwilę nie zastanawiał się dokąd mogła się udać. Byli małżeństwem zalewnie trzy miesiące, a on już znał ją jak swoją ulubioną książkę. Wiedział, że jedynym miejscem, w którym znajdzie schronienie podczas ulewy będzie jej rodzinny dom. Czuł jak koszula i wełniane spodnie nasiąkają wodą i kleją się do jego ciała. Było mu zimno i bardzo żałował, że nie ubrał się cieplej przed wyprawą. Mężczyzna gnający pod wiatr tylko przez chwilę i tylko ten jeden raz pomyślał o sobie. Już po chwili myślał tylko o niej. Zadawał sobie pytania, na które sam znał odpowiedzi, a tak bardzo chciał by były one inne. Wiedział, że jego żona teraz marznie, że trzęsie się z zimna, a on nie jest w stanie jej ogrzać, ponieważ dzielą ich co najmniej trzy kilometry. Być może to nie była spora odległość, ale dla niego w obecnej chwili każda sekunda była na wagę złota.
Wtargnęła do pałacu, w którym się wychowała. To tutaj stawiała pierwsze kroki, a teraz poczuła się tu tak obco, jakby nie była u siebie. Służba jako pierwsza wstawiła się w holu, a po chwili i Adam zszedł na dół. Przez chwilę zastanawiała się czemu witają ją niemal wszyscy domownicy, ale zdała sobie sprawę, że koń narobił sporo hałasu swoimi kopytami, a i drzwi wejściowe były stare i charakterystycznie skrzypiały. Zaspany Andrzej również pojawił się u góry schodów, a jej przyszło do głowy, że przecież jest środek nocy. Czuła się zmęczona, mokra i słaba zarazem. Nagle usłyszała to samo skrzypnięcie, które jej towarzyszyło podczas otwierania drzwi wejściowych.
– Witam wszystkich – usłyszała za sobą dobrze znany jej głos.
Dziewczyna nie zastanawiając się długo ruszyła pędem przed siebie i schowała się za starszego z braci.
– On przyszedł po mnie – wyszeptała, a wszyscy w milczeniu i zaciekawieniu oglądali tę scenę.
– Koniec przedstawienia – powiedział Damian i klasnął trzy razy w dłonie. – Prosiłbym by wszyscy pracujący w tej posiadłości powrócili do swoich zajęć, a jeśli spali i zostali wybudzeni to przepraszam, ale nie chcę tu widzieć nikogo prócz swojej żony – dodał poważnym, wręcz srogim tonem.
Służba go posłuchała i powróciła do swoich pokoi, ale bracia Amelii jednak zostali i w milczeniu oczekiwali na dalszy rozwój wydarzeń.
– Moja najdroższa, czy uczynisz mi ten zaszczyt i choć do mnie podejdziesz? – zapytał nad wyraz spokojnie, ale Amelia znała go już zbyt dobrze by się na to nabrać.
Kobiecie wystarczyło jedno, krótkie spojrzenie w oczy męża by dostrzegła w nich głęboki gniew i ledwie skrywaną złość. Postanowiła po raz kolejny nie czynić tego o co prosi, nie potrafiła mu nawet odpowiedzieć na pytanie bo żadne ze słów nie chciało jej przejść przez gardło. Odwróciła się powoli i wolnym krokiem szła po stopniach coraz wyżej.
– Amelio, proszę cię do mnie. Natychmiast – ostatnie słowo wypowiedział przez zęby, ale wydawał się nadal trzymać nerwy na wodzy.
– Nie chcesz rozmawiać przy swoich braciach, wolisz na osobności? – zapytał z nutką ironii w głosie.
– Ja na twoim miejscu moja droga chyba wolałbym publiczność, ale niech będzie jak wolisz – rzekł i ruszył schodami ku górze.
– Czekaj – zatrzymał go Andrzej, bo Adam stał jak słup stoli i miał wrażenie jakby to wszystko działo się we śnie, a nie na jawie.
– Słucham? – zapytał Damian szwagra, a Amelia wykorzystała tę sytuacje i schowała się w swoim pokoju.
– Może dziś lepiej ochłoń i daj jej się wyciszyć... – zaczął Andrzej.
– Ja jestem spokojny – przerwał mu chłodno Wekler.
– Śmiem wątpić panie, ale nawet jeśli ty tak, to ona jest w bardzo dużych i skrajnych emocjach – rzekł młodszy z braci.
– Nie mów mi jak mam postępować z własną żoną – odrzekł stanowczo Damian.
– Ona jest moją siostrą.
– A moją żoną. I który z nas ma do niej większe prawa? – zapytał.
– Ty, panie – odpowiedział Andrzej zgodnie z prawdą.
– W takim razie zejdź mi z drogi – zażądał król Tristelionu i odepchnął delikatnie szwagra na bok.
– Czy mogę wiedzieć o co poszło? – zapytał nagle Adam, który właśnie przed momentem jakby wybudził się z letargu.
– Jest pierwszą kobietą, która mnie uderzyła. Żadna inna nie podniosła na mnie ręki. Mężczyzna, owszem tak. Zdarzyło mi się kilka razy, że tknął mnie w złości jakiś mężczyzna, ale zapewniam, że zaraz potem nie żył – wyjaśnił mąż Amelii po czym odwrócił się na pięcie i udał do jej pokoju.
Otworzył drzwi, które na całe szczęście nie miały zabezpieczenia w postaci zamka i klucza, bo w przeciwnym razie byłby zdolny je wyważyć. Rozejrzał się po pokoju i stwierdził, że nic się tu nie zmieniło. Pokój nadal wyglądał tak samo jak w chwili gdy Amelia go zamieszkiwała. Przestąpił przez próg i zamknął za sobą drzwi. Stojąc wciąż w tym samym miejscu omiótł wzrokiem każdy zakamarek, ale nigdzie nie dostrzegał swojej żony.
– Wyjdź zza fotela – polecił i włożył kciuki swoich dłoni do mokrych kieszeni.
– Powiedziałem coś przed chwilą – rzekł dużo ostrzejszym tonem i oczekiwał jej reakcji.
– Już wychodzę, ale nie zza fotela tylko zza zasłonki – powiedziała cichutko i ukazała się jego oczom jako drobna, przestraszona kobietka.
– Podejdź do mnie – polecił wciąż nie spuszczając z tonu, ale ona nie podchodziła. Stała wciąż w tym samym miejscu, a nawet zdawała się powolutku cofać, ale nie podchodziła.
– Podejdź, ale już – rozkazał, niemal krzyknął i skierował dwa palce swojej prawej dłoni ku podłodze. W taki sposób wskazywał jej miejsce przed sobą.
– Żono moja, nie uważasz, że fatygowałem się po ciebie już wystarczający szmat drogi? Co prawda w ostateczności te kilka kroków nie uczyni mi żadnej różnicy jednak wolałbym byś była mi posłuszna – wyjaśnił jakby spokojniej, ale jego ton nadal był stanowczy, a jego czarne oczy wciąż wydawały się złe i przerażające.
Ich spojrzenia spotkały się, patrzyli wprost w swoje oczy długo i nieustępliwie. On wydawał się być opanowany, a ona roztrzęsiona. Jej głowa pochyliła się lekko ku dołowi, spuściła z niego wzrok i zapłakała cichutko.
– Wciąż czekam – odezwał się nagle, a ona ze wzrokiem wbitym w podłogę poczłapała w jego kierunku.
Wydawało się jej, że mężczyzna nie wykonuje żadnego ruchu. Podniosła swój wzrok, ale była zbyt niska by sięgnąć nim jego twarz w chwili gdy stała tak blisko niego, a nie chciała ostentacyjnie zadzierać głowy do góry.
– I co ja mam z tobą uczynić? – zapytał spokojnie i podchwycił jej podbródek w swoje dwa palce.
Damian patrzył na jej łzy i nie czuł satysfakcji, nie czuł jednak też współczucia i litości. Wiedział, że nie doczeka się od niej odpowiedzi na pytanie. Uwolnił więc jej podbródek od swojego dotyku i pozwolił by znów wbiła swój wzrok w podłogę.
– Powinnaś dostać solidne lanie – rzekł surowo patrząc na nią z góry.
Wiedział, że te słowa do niej dotarły, że być może nawet ją przelękły, ale nie wydawał się być tym zmartwiony. Kobieta wciąż stała przed nim w bezruchu i z pochyloną głową.
– Zdejmij ubranie – nakazał.
– Panie, ja… ja cię mężu przepraszam – wyjąknęła cichutko po chwili.
– Zdejmij ubranie. – Damian wydawał się być nieugięty, a ona nie wiedziała jak ma się zachować.
– Zdejmij bo się przeziębisz – dodał po dłuższej chwili niezręcznej ciszy jaka zapanowała.

1 komentarz:

  1. Andrzej po mimo tego, że jest młodszy stanął w obronie siostry co mnie mile zaskoczyło natomiast Adam stał i przyglądał się tej scenie nie próbując w żaden sposób zareagować. Amelia uderzyła Damiana więc miał prawo się wkurzyć ciekawe czy wyciągnie konsekwencje z zachowania żony czy też jej przebaczy.

    OdpowiedzUsuń