sobota, 12 kwietnia 2014

Sprzedana - Rozdział 6 (fragment)

Zostań ze mną
Jeśli kochasz tak jak ja
Kwiaty zwiędną
A miłość będzie trwać
Zostań ze mną
Mimo wszystkich moich wad
Zostań ze mną
Pomaluj szary świat 
(Universe - Zostań ze mną jeśli kochasz)

Wekler zmierzał szerokim korytarzem, oświetlonym świecami umieszczonymi na ściennych świecznikach. Wszystko ginęło w pół mroku, a on groźnie uderzał zwiniętym w pół rzemieniem o swoje udo. Trzask był z początku delikatny, ledwo słyszalny, ale to wystarczyło by Patrycjusz wyszedł mu naprzeciw.
– Po co ci bracie ten rzemień? – zapytał z przerażeniem w głosie.
– Staram się postępować mądrze, panie, ale względem kobiety to nie takie łatwe – odpowiedział zbywając temat, nieświadomy, że tak właściwie to dopiero go rozpoczął.
– Odbyłeś z nią należytą rozmowę? – zapytał Patryk wnioskując po minie brata, że nic dobrego się nie mogło wydarzyć.
– Pozostawiłem samą w komnacie – odpowiedział Damian.
– Na jak długi czas?
– A na tak długi, jak długo będziemy konwersować przy drinku – odparł król prowadząc brata korytarzem w stronę swojego gabinetu, gdy nagle dotarło do niego, że miał coś uczynić. Zatrzymał się w pół drogi. – Musimy nieco zawrócić, bracie – rzekł do Patryka rozkazującym tonem.
Na powrót znalazł się nieopodal swojej sypialni. Zamachnął się rzemieniem znad głowy i uderzył we własne udo. Patryk przyglądał mu się z niedowierzaniem, ale obiecał sobie w myślach, że nie przerwie bratu tej głupoty, a jedynie ograniczy się do kilku kąśliwych uwag, gdy już będą popijać trunek. Damian włożył więcej siły w drugie takie uderzenie i w kolejne ciosy. Poczuł pieczenie i pomimo tego, że uderzał skórą rzemienia o gruby materiał osłaniający przed ciosem to bał się, że zostaną ślady, a ostatnią rzeczą jaką chciał było samookaleczenie. Zmienił więc udo z prawego na lewe i ponownie rozpoczął chłostę samego siebie. Kiedy ból stał się na tyle dokuczliwy, że zaczęły piec go oczy – zaprzestał tym dziwnym i niecodziennym praktykom.
– Teraz możemy udać się na drinka, nawet będzie to mi przydatne – rzekł do przerażonego brata łamiącym się głosem, ale z ciepłym uśmiechem na twarzy maskujący ból, który przecież odczuł.
– Co to miało na celu? – zapytał Patryk polewając do dwóch szklanek ciecz o kolorze herbaty.
– Muszę jakoś zapanować nad tą kobietą, jest moją żoną – odrzekł uspakajająco i zrobił łyk siadając wygodnie na sofie.
– I dokonasz tego karząc siebie na korytarzu? A co będzie następne, zaczniesz się biczować na jej oczach? – Patrycjusz teraz przemierzał gabinet brata w tę i we w tę.
– Nie chcę obarczać jej wiedzą gdzie te uderzenia spadały – odpowiedział jak gdyby to było oczywiste.
– Na Boga, Damianie! – Warknął Patryk na niego i pochylił się tak, że jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od twarzy brata. – Powinieneś władać Darnią, tym co ci się słusznie należy, ale ty nie potrafisz nawet zapanować nad jej rozpuszczoną władczynią.
– Amelia nie włada Darnią, czyni to jej brat – rzekł Wekler i oparł się o oparcie by nieco oddalić się od Patryka.
– A powinieneś ty, panie. Tristelion jest moim dziedzictwem, Darnia zaś twoim. Mogliśmy na nią najechać już lata temu, ale ty wolałeś być pokorny woli ojca i zdobyć to państwo bez zbytecznych wojen, a rozkochaniem w sobie jej władczyni. Na co to było skoro wiedziałeś, że Darnia jest w posiadaniu Adama?
– Mam plan – odpowiedział spokojnie Damian patrząc na brata, któremu gotowała się krew w żyłach na tyle, że znów zaczął przemierzać pokój.
– Jaki? Stać się władcą, który jest uległy żonie. Żonie, która stroi fochy już pierwszego dnia po ślubie. Władasz moim dziedzictwem, mam nadzieje, że nie spartaczysz tego jak partaczysz własne małżeństwo.
– Twoje oskarżenia są bezpodstawne! – warknął Damian i podniósł się energicznie na równe nogi. – Przez ten cały czas dobrze władam Tristelionem, Darnią będę władał jeszcze lepiej, bo o własne dziedzictwo zadbam z dwukrotną uwagą, rozwagą i obowiązkiem – powiedział prosto w oczy Patrykowi.
– Póki co twoim obowiązkiem jest poinformować żonę o jej obowiązkach. Tristelionem władałeś odpowiednio, ale dziś nie pojawiłeś się na ważnej uroczystości…
– Ty też nie – przerwał mu gwałtownie.
– A wiesz dlaczego?
– Zbyteczna jest odpowiedź. Za to wszystko odpowiedzialna  jest ma żona. Przepraszam więc za nią i obiecuje, że to się już więcej nie powtórzy.
– Ta kobieta osłabi naszą pozycje z każdej strony, a ty nawet nie kiwniesz palcem by to zmienić. Chcesz nadal osiągnąć swój, nasz, naszego ojca cel, czy nadal pragniesz tego co ci się słusznie należy, panie, czy może pragniesz kobiety, którą powinieneś szczerze nienawidzić i tylko udawać przed nią swoje uczucia?
– Do czego zmierzasz, Patryku? – Młodszy z braci Weklerów zebrał się na to pytanie po dłuższej chwili milczenia, gdyż naprawdę bał się odpowiedzi.
– Kochasz ją, panie? – zapytał otwarcie brata.
– Moja miłość nie ma tutaj nic do rzeczy, z nią czy bez niej i tak uczynię swoją powinność. – Patryk spojrzał na niego podejrzliwie. – Bracie, kocham. Moją miłością do niej jest pożądanie, jakie każdy zdrowy mężczyzna powinien żywić do pięknej, młodej i tak niewinnej istoty jaką jest Amelia, ale jednocześnie pamiętam, że w życiu króla nie ma miejsca na inne uczucia, są one zbyteczne i tylko psują jego charakter i zaangażowanie.
– Powinieneś nienawidzić jej rodzinę, odebrała twoim przodkom to, co należało się tobie – zaczął Patrycjusz, ale brat mu przerwał co miał najwidoczniej od niedawna w zwyczaju.
– Powinienem też nienawidzić własnych korzeni, za słabość tych przodków co dali się wypędzić. Proszę dokończ jednak co chciałeś powiedzieć.
– Kiedy już zdobędziesz Darnie, a Tristelion trafi do moich rąk będziesz mógł w zaciszu czterech ścian pozbyć się niepokornej żony, a na jej miejsce wziąć nową, lepszą, bardziej ułożoną.
– Zostanę przy jednej żonie. Za pomocą jej pochodzenia dam potwierdzenie słowom, że nie żywię urazy do jej przodków i ich potomków. To wyjdzie tylko na plus, mnie , ale i tobie. Jesteś lustrzanym odbiciem naszego ojca. Okaże się, że on mnie dobrze wychował, a tym samym i ciebie. Twoją osobę z pewnością będą oceniać lepiej z racji krwi płynącej w twych żyłach.
– Wypiłeś już swojego drinka Damianie – rzekł Patryk i zabrał Damianowi pustą szklankę z dłoni, odłożył ją z hukiem na blat. – Nigdy nie patrzyłem na krew, traktowałem cię jak rodzonego brata. Ojciec i Matka także nie czynili różnic. Teraz zakończmy dyskusje. Ja udam się na odpoczynek, a ty do tej swoje żony, którą mam nadzieje należycie dopilnujesz by nie wywołała zbyt wielu skandali.
– Dobranoc, bracie – rzekł Damian, zamykając za sobą drzwi od gabinetu, zawrócił jednak po rzemień i dopiero skierował się do swojej sypialni.
Wszedł otwierając z impetem drzwi i zatrzaskując je kopniakiem. Spojrzał na kobietę, leżącą na łóżku i zapłakaną. Nie czuł litości, nie był zdolny do takiego odczucia, a przynajmniej tak sądził. Spojrzał jednak jeszcze raz i poczuł, że się mylił, że notorycznie kłamał sam przed sobą, przed bratem… kochał ją, tego był pewny jak niczego innego na tym świecie. Ostatnią rzeczą więc jakiej pragnął było sprawienie jej bólu, strachu i cierpienia, ale wiedział, że zarówno teraz jak i w przyszłości może nie mieć wyboru.
– Byłaś mi nie posłuszną, pani – zaczął nad wyraz ostrym tonem.
Kobietę jego słowa nie zaskoczyły, jedynie przeraziła ją barwa jego głosu, ta szorstkość i chropowatość. Poruszyła się na łóżku, ale nie miała wystarczająco dużo odwagi by się odwrócić i spojrzeć mężowi w twarz. Była na niego zła, wściekła za to jak postępował z nią, jak postąpił z siostrą. W jednej chwili chciała wstać na równe nogi i entuzjastycznie rzucić się mu do gardła, albo zalać jego twarz falą ciosów jej drobnych rączek, w drugiej jednak uświadamiała sobie, że tego mężczyznę sama wybrała, że tak naprawdę to darzy go wielkim i niczym niezastąpionym uczuciem. Nienawidziła się więc za te myśli, w których go uderza na przemian lewą i prawą dłonią, ale nienawidziła siebie równie mocno za to, że bała się tak postąpić. W jej myślach było to niedorzeczne, przecież nigdy nie bała się stawiać na swoim, dyskutować i atakować innych kiedy nie spełniali jej próśb i wymagań.
– Czy nawet na mnie nie spojrzysz, pani? – zapytał delikatniej, ale i to nie przyniosło żadnych rezultatów.
– Mam cię wychłostać? – zapytał i dostrzegł jak jej ciało sztywnieje, jak przestaje oddychać na krótką chwilę. Powoli odwróciła się w jego stronę i uniosła delikatnie na łokciach. Patrzyła teraz na swojego męża, ale wydawał jej się zupełnie obcym mężczyzną. Nie wyrażał żadnych emocji, a jego czyny byłyby nie do odgadnięcia, gdyby nie skromna zmiana w postawie: usta zaciśnięte w wąską kreskę, rozwścieczone czarne oczy, których głębia zdawała się nie mieć końca tego gniewu.
– Przepraszam – wypowiedziała jąkliwie Amelia, choć sama nie wiedziała co spowodowało u niej taką uległość, czy był to rzemień w jego dłoniach, czy może on sam.
– Za to, że mnie upokorzyłaś? – zapytał gniewnie. – A może za to, że przez ciebie mogła zginąć moja siostra?! – to pytanie warknął i pochwycił ją szybkim ruchem za ramię, szarpnął zmuszając aby wstała.
– Co chcesz zrobić? – zapytała przerażona stojąc naprzeciw niego, a jemu serce się krajało na ten widok. Zdusił w sobie jednak wyrzuty sumienia, odwrócił ją szybkim ruchem tyłem do siebie.
Zapadła cisza, oboje milczeli. Zdawało się, że nawet nie oddychają. Amelia nasłuchiwała świstu przecinanego powietrza, oczekiwała razu, który zaboli, ale nic takiego nie nastąpiło, przynajmniej na razie. Nagle poczuła, że zderza się ze ścianą, gdyby nie zamortyzowała tego dłońmi, mogłoby stać się naprawdę bolesne. Dłoń męża spoczęła na jej plecach i docisnęła ją jeszcze bardziej do tej ściany. Tymczasem druga dłoń Damiana męczyła się z wiązaniami jej sukni. Dziewczyna zamarła w bezruchu, gdy odsłaniał jej gładkie plecy. Nie szczędził przy tym siły i zaborczości, okazał jawną niecierpliwość rozdzierając kosztowny materiał w kilku miejscach. Amelia nagle zrozumiała poczynania swojego męża, zapłakała cichutko i odwróciła się przodem do niego, gdy tylko odstąpił krok od niej.
– Powiesz, że chłosta ci się nie należy? – zapytał nad wyraz spokojnie i bez gniewu. Starał się nie zwracać uwagi na jej jędrną pierś, która wyszła na wierzch.
– Jesteś moim mężem – wybełkotała z przerażeniem.
– To tylko poparcie dla mojego podejścia i dla kary jaką zamierzam tobie, pani, wymierzyć – odparł i złożył rzemień spokojnie w pół, gdyż podczas szamotaniny z jej odzieniem jedna końcówka narzędzia wymknęła się z jego silnych dłoni.
– Ale ja cię kocham – wypowiedziała te słowa przez łzy, które strumieniami płynęły po jej policzkach, choć przecież jeszcze nie zaznała konsekwencji z jego ręki.
– Cieszy mnie to, ale to nieodpowiednia chwila na wyznania miłosne – powiedział zbliżając się do niej z chęcią odwrócenia jej na powrót przodem do ściany.
– Zaczekaj! – krzyknęła kiedy pochwycił ją za ramie. Był zły z powodu jej rozkazującego tonu, ale nie na tyle by o tym wspomnieć. Bez problemy stwierdził, że ten aspekt posłuszeństwa obgadają kiedy indziej.
– Na co mam czekać? – zapytał i patrzył na nią wciąż tak samo gniewnie jak na początku.

1 komentarz:

  1. Amelia chyba pierwszy raz zazna kary z ręki Damiana nie wiem co dokładnie zrobiła, ponieważ nie mam dostępu do wcześniejszej części ale musiało to być coś co bardzo zdenerwowało Damiana. Pojawił się wątek z jego siostrą ciekawe o co dokładnie chodziło. Amelia musi się naprawdę bać bo widać, że choć serce mu się kraja gdy patrzy na jej łzy i strach to zamierza być konsekwentny i nie odpuścić żonie. Dla dziewczyny pewnie jest to nowa sytuacja, bo wcześniej Adam jej ulegał i nie była karana a teraz mąż stoi nad nią z rzemieniem w ręku i zamierza ją wychłostać ciekawi mnie czy spełni swoje zamiary czy też Amelia weźmie go na litość ale w to raczej wątpię.

    OdpowiedzUsuń